Legnica: Dzieci odebrane pijanym rodzicom czekały kilkanaście godzin na schronienie, bo nie było dla nich miejsca. Instytucje zawiodły?

Agresywne zachowanie pijanych rodziców wobec własnych dzieci. W takich sytuacjach policjanci mają obowiązek zabezpieczenia nieletnich i we współpracy z pracownikami medycznymi oraz ośrodka pomocy społecznej, przeniesienia maluchów do bezpiecznego miejsca. Jednak zdarza się, że poszukiwania azylu trwają nawet pół dnia. Komisarz Jagoda Ekiert z legnickiej komendy opisuje jedną z wielu takich interwencji:
- Ponieważ w tym miejscu zamieszkania przebywał roczny chłopiec i dwuletnia dziewczynka, pracownika MOPS-u nie było i nie mogliśmy skontaktować się z nim, procedura umiejscowienia tych dzieci przeciągała się kilkanaście godzin. Dyżurny próbował ustalić, gdzie te dzieci można umieścić. Nasz policjant, który nadzorował interwencję, po prostu zabrał dwójkę dzieci do siebie do domu.
DRAMAT: Tragiczny pożar we Wrocławiu. Strażacy znaleźli ciało starszej kobiety
"Zdarza się, że naginamy przepisy dla dobra maluchów"
Takie sytuacje wynikają głównie z braku miejsc w domach dziecka. W Legnicy problem potęgowała nie najlepsza współpraca z Ośrodkiem Pomocy Społecznej. - Zdarza się, że naginamy przepisy, kierując się dobrem maluchów - przyznaje Barbara Ryczek, dyrektorka tamtejszego pogotowia opiekuńczego:
- Jeżeli policja zwróci się do nas o przyjęcie małego dziecka z terenu Legnicy, przyjmujemy obawiając się, że to dziecko zostanie u nas na dłużej. W tej chwili mamy takie dzieci. Czternaścioro powinno być, a mamy dzisiaj dziewiętnaścioro. Rzadko się dzieje, że dziecko zabierane jest w ciągu 24 godzin do placówki typu rodzinnego.
Z relacji policjantów dzielnicowych wynika, że w tej chwili tylko w Legnicy przynajmniej piętnaścioro dzieci, ze względu na swoje bezpieczeństwo, nie powinno być we własnym domu. Mimo, że rodzice są dla nich zagrożeniem, pozostają w toksycznych relacjach, bo nie ma dla nich miejsc w doraźnych ośrodkach opiekuńczych.
W regionie: Historyczna chwila dla kolei w Polsce. Wodorowa lokomotywa wjechała do Karpacza
Do tej pory szwankowała współpraca z ośrodkiem pomocy społecznej. Teraz ma się to zmienić
Do tego, by zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, potrzebna jest współpraca funkcjonariuszy z pracownikami pogotowia ratunkowego i ośrodka pomocy społecznej. Z tą ostatnią instytucją przynajmniej przez kilka miesięcy był problem, bo specjaliści środowiskowi ograniczali swoją pomoc do godzin pracy ośrodka. - Właśnie zmieniliśmy te zasady - relacjonuje Grzegorz Koczubaj, rzecznik legnickiego magistratu:
- Z przypadkami konieczności odebrania dzieci z domów rodzinnych np. w sytuacjach związanych z przemocą i brakiem należytej opieki, został ustalony stały dyżurny numer telefonu, pod którym pracownicy ds. pieczy zastępczej MOPS-u przez całą dobę są dostępni w sytuacjach kryzysowych na potrzeby policji.
Od 1 września jeden z pracowników MOPS-u jest do stałej dyspozycji policjantów
Te zmiany obowiązują od 1 września. Wcześniej zdarzało się, że na dopełnienie formalności maluchy czekały po kilkanaście godzin pod opieką policjantek lub policjantów. - Mimo najlepszych starań funkcjonariuszy, w tym czasie dzieci powinny mieć zagwarantowany najwyższy komfort psychiczny - podkreśla Aleksandra Lesiak, psycholożka z ośrodka "To zależy":
- Tak jesteśmy zaprojektowani biologicznie, że my kochamy swoich rodziców. Niezależnie od tego, jacy oni są. W głowie takiego dziecka jest milion pytań, na które nie zna odpowiedzi, bo nie wie gdzie będzie spało, nie wie co się z nim będzie działo, kiedy zobaczy rodziców, czy jeszcze wróci do tego domu. To dziecko najczęściej jest przerażone.
Władze miasta zapewniają, że zmiana która została wprowadzona kilka dni temu spowoduje, że przynajmniej jeden pracownik MOPS-u jest do stałej dyspozycji policjantów.
Na temat tej szokującej historii dyskutowaliśmy w programie Para dla Dolnego Śląska. Z Andrzejem Andrzejewskim rozmawiali Krzysztof Janoś i Tomasz Wołodźko:
Gościem Andrzeja Andrzejewskiego był także Paweł Kobes, Społeczny Rzecznik Praw Dziecka Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Legnicy:
Sprawdź również: Urzędnicza przepychanka trwa, a remont drogi stoi. Mieszkańcy Brochocina: W końcu dojdzie do tragedii
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

