Rozprawa ws. tajemniczej śmierci Pauliny trwała 7 minut. Rodzice ofiary jechali kilkaset kilometrów

7 minut trwała dzisiejsza rozprawa sądowa w procesie o spowodowanie śmierci wrocławianki Pauliny Antczak. Rodzice ofiary, którzy za każdym razem dojeżdżają do wrocławskiego sądu kilkaset kilometrów, nie kryją żalu, co do sposobu prowadzenia procesu.
WAŻNE: Co dalej ze sprawą Jacka Sutryka i Collegium Humanum? Śledztwo dobiega końca
Od śmierci ich córki mija właśnie 11 lat. Do tej pory nie udało się ustalić jak zginęła. Sędzia Anna Surma ograniczyła się dzisiaj do… wyznaczenia kolejnego terminu rozprawy, bo nie może jej prowadzić bez akt które są na jej wniosek u biegłych:
- Nie mamy akt sprawy, więc sąd się nie będzie na razie o tym wniosku wypowiadał. Rozstrzygniemy go po zwrocie akt. Kolejny termin z tego co pamiętam wyznaczono na 1 października, na godzinę 10.
Kobieta zmarła we wrześniu 2014 roku, wówczas sprawę umorzono, a prokurator stwierdził, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Dopiero po ekshumacji, przeprowadzonej na wniosek i koszt rodziców, okazało się, że w ciele zmarłej znajduje się lek amiodaron w ilości kilkukrotnie przekraczającej śmiertelną dawkę.
"Wszystkie wnioski przygotowane przez rodzinę, są oddalane"
Partner Pauliny Dawid Z., był obecny przy jej śmierci i mimo, że zdaniem rodziców ofiary dowody wskazują na jego winę, w pierwszym procesie został uniewinniony. Po apelacji sprawa wróciła ponownie na rozprawę. - Poszkodowani rodzice, wraz z pełnomocnikami przygotowali listę wniosków, mogących pomóc wyjaśnić zbrodnię. Jednak wszystkie ich wnioski są przez sąd oddalane – mówi Iwona Antczak mama dziewczyny:
- Nie ma ani zmiany klasyfikacji czynu, nie jest sprawa przeniesiona do sadu okręgowego. Toczy się o nieumyślne spowodowanie śmierci co jest niedorzecznością. To jest marnowanie pieniędzy podatników. Ja tego w ogóle nie rozumiem co tu się dzieje.
SPRAWDŹ: Dlaczego nie zlicytowano Dworca Górnośląskiego we Wrocławiu? Pozostanie w prywatnych rękach
Rodzina Pauliny wnioskowała o przeniesienie procesu w sprawie jej śmierci do sądu w innym mieście. Wniosek, pod którym podpisało się 36 tysięcy osób, został odrzucony przez sąd we Wrocławiu. - Wnioski przez nas składane sąd oddala – mówi mecenas Justyna Flankowska, pełnomocnik rodziny ofiary:
- Nie przeprowadza się dowodów, które prowadza do wyjaśnienia sprawy, a przeprowadza się dowody, które nie wnoszą nic do meritum.
Rodzice ofiary muszą pokonywać kilkaset kilometrów na każdą rozprawę
- To nie jest nasz wniosek bo my już taką opinię mamy, są nawet dwa takie dokumenty. Po co sad chce kolejną opinię sporządzoną przez lekarzy, którzy nawet nie widzieli ofiary? – mówi Iwona Antczak mama dziewczyny:
- Na podstawie dokumentów. Dwóch biegłych medycyny sądowej miało ciało. Jedni mieli ekshumowane, jeden miał ciało zaraz po śmierci. Nie wiem co te Katowice mają nagle stworzyć z tego wszystkiego, kiedy tu już było tyle opinii medycznych. Pół roku jakby nie powiedzieć, nic się nie będzie działo. Tak będziemy jeździć jak dzisiaj.
Proces musi być prowadzony w czasie sporządzania opinii, aby nie było tak zwanej przewlekłości procesu. Jednak strony mogą zostać poinformowane wcześniej o tym, że na rozprawie zostanie wyznaczony tylko kolejny termin. Rodzice na każdą sprawę muszą pokonać kilkaset kilometrów.
W regionie: Ten zbiornik zabezpieczy powiat karkonoski przed powodzią. Jest przełom ws. ogromnej inwestycji
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

