Zwycięstwo Śląska i awans na pozycję wicelidera

Po serii domowych spotkań Wrocławianie wybrali się do Tychów na mecz z ostatnią drużyną tabeli. Tuż przed tym starciem w GKS-ie nastąpiła trenera – Łukasza Piszczka zastąpił Rene Poms, więc na Górnym Śląsku na pewno liczono na efekt tzw. nowej miotły. Z kolei motywację w ekipie Ante Simundzy wątpienia podnosił fakt, że zwycięstwo mogło dać zespołowi awans na drugie miejsce w ligowej klasyfikacji.
Pierwszą dobrą sytuację mieli gospodarze – do strzału doszedł Damian Kądzior, a Michał Szromnik popisał się kapitalną interwencją. Kilka chwil potem bramkarz znów musiał ratować Wrocławian.
W 11. minucie rozpoczął się koszmar obrońcy GKS-u. WKS wykonywał rzut wolny z okolic 40. metra. Michał Mokrzycki dośrodkował w pole karne wprost na głowę naciskanego przez Lamine’a Ba Kasjana Lipkowskiego, który umieścił futbolówkę we własnej siatce. Chwilę później Timotej Jambor szukał podaniem Luki Marjanaca, który znajdował się po lewej stronie szesnastki rywali. Futbolówka trafiła jednak w Lipkowskiego i poleciała w stronę bramki. Odbiła się od nierównej murawy i nagle zmieniła tor lotu, co kompletnie zaskoczyło golkipera Jakuba Mądrzyka. Defensor Tyszan zaliczył tym samym dwa samobójcze trafienia w trzy minuty.
GKS był wyraźnie zaskoczony takim obrotem spraw i zupełnie oddał inicjatywę gościom. W 34. minucie Wrocławianie podwyższyli wynik. Michał Mokrzycki dośrodkował z narożnika boiska wprost na nogę wbiegającego Yehora Matsenki, który pewnym uderzeniem pokonał Mądrzyka.
Tuż przed przerwą powinno być 4:0 dla WKS-u. Jambor otrzymał doskonałe prostopadłe podanie na wolne pole i ruszył w kierunku bramki rywali. Przebiegł kilkadziesiąt metrów i miał przed sobą już tylko golkipera z Tychów. Oddał mocny strzał, lecz trafił w poprzeczkę. Chwilę później arbiter zaprosił zespoły na przerwę.
Druga część rywalizacji rozpoczęła się od strzału w boczną siatkę Piotra Samca-Talara. WKS przez pierwszy kwadrans kontrolował spotkanie i z dużym spokojem szukał kolejnych okazji na poprawienie rezultatu. Tyszanie bardzo rzadko pojawiali się w okolicach pola karnego Michała Szromnika. Najgroźniej było w okolicach 63. minuty, kiedy gospodarze wykonywali kilka rzutów rożnych z rzędu. Po jednym z nich Igor Łasicki zdobył głową kontaktową bramkę dla GKS-u.
Gol dodał skrzydeł podopiecznym Rene Pomsa. W 72. minucie niewiele zabrakło do drugiego trafienia. Wbiegający w szesnastkę Tymoteusz Ryguła otrzymał podanie z lewej strony, jednak fatalnie spudłował z pięciu metrów. Ostatnie chwile rywalizacji znów należały do gości, którzy odzyskali pewność siebie.
W 86. minucie Igor Łasicki sfaulował Michała Mokrzyckiego we własnej szesnastce i arbiter podyktował rzut karny dla WKS-u. Do piłki podszedł Przemysław Banaszak i pewnie zamienił strzał na swojego jedenastego gola w sezonie. Chwilę później bramkę dla GKS-u Tychy zdobył jeszcze Damian Kądzior. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:2 dla Śląska, który tym samym awansował na pozycję wicelidera 1. Ligi.
GKS Tychy - Śląsk Wrocław 2:4 (0:3)
Bramki: 0:1 Kasjan Lipkowski (11-samobójcza), 0:2 Kasjan Lipkowski (13-samobójcza), 0:3 Jehor Macenko (34), 1:3 Igor Łasicki (67-głową), 1:4 Przemysław Banaszak (87-karny), 2:4 Damian Kądzior (90).
GKS: Mądrzyk – Da Silva, Łasicki, Lipkowski, Machowski, Keiblinger, Szpakowski, Błachewicz (Sandoval 46’), Barański (Ryguła 59’), Rumin (Wełniak 59’), Kądzior;
Śląsk: Szromnik – Kurowski (Rosiak 67’), Matsenko, Ba, Malec, Llinares, Sokołowski (Markowski 89’), Mokrzycki (Wojtczak 89’), Samiec-Talar, Marjanac (Banaszak 67’), Jambor (Yriarte 75’).
Żółte kartki - GKS Tychy: Krzysztof Machowski, Luis Silva, Igor Łasicki.
Sędzia: Mariusz Myszka (Stalowa Wola). Widzów 6 527.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
