Śląsk-Lechia 1:0. Wciąż są szanse na puchary

Piotr Pietraszek | Utworzono: 2015-05-30 22:24 | Zmodyfikowano: 2015-05-30 22:24
A|A|A

fot. slaskwroclaw.pl

Goście do Wrocławia przyjechali bez Sebastiana Mili. Były lider Śląska musiał pauzować za nadmiar kartek. W szeregach drużyny z Gdańska zabrakło również kontuzjowanego obrońcy Jakuba Wawrzyniaka. Trener Tadeusz Pawłowski dokonał jednej istotnej zmiany w wyjściowym składzie. Tomasz Hołota zagrał tym razem jako defensywny pomocnik, a jego miejsce na środku obrony zajął Mariusz Pawelec, który był jednym z najlepszych graczy spotkania. 

Brak lidera środka pola nie odbił się na jakości gry drużyny Jerzego Brzęczka. Lechia bez Mili od pierwszych minut sprawiała znacznie lepsze wrażenie, a Śląsk nie potrafił przeprowadzić składnej akcji. Piłkarze z Gdańska już w pierwszym kwadransie dwukrotnie mogli wyjść na prowadzenie.

W 8 minucie po dośrodkowaniu Rafała Janickiego pomylił się Paweł Zieliński. Piłka trafiła do Stojana Vranjesa, po którego silnym strzale wrocławian uratowała poprzeczka. 4 minuty później Antonio Colak ograł w polu karnym Mariusza Pawelca, ale ofiarne wyjście z bramki Mariusza Pawełka zażegnało niebezpieczeństwo. W 25 i 34 minucie znów musiał interweniować bramkarz gospodarzy. Pawełek najpierw obronił uderzenie z dystansu Janickiego, a potem strzał głową Colaka.

Zdominowany przez rywali Śląsk próbował grać z kontry. Dokładność nie była jednak tego dnia atutem gospodarzy. Pierwszą połowę wrocławianie zakończyli bez celnego strzału na bramkę Lechii. Paradoksalnie, mogli jednak prowadzić. W 45 minucie Tom Hateley wykorzystał błąd Janickiego i dośrodkował spod linii końcowej na środek pola karnego. Piłka po mocnym strzale Flavio Paixao trafiła w poprzeczkę.

Drugą połowę wrocławianie zaczęli agresywnie, od pressingu na połowie rywala. Żywsze tempo nie przełożyło się jednak na liczbę sytuacji bramkowych, a gra toczyła się głównie w środku pola. W 54 minucie Pawelec powstrzymał w ostatniej chwili w polu karnym szarżującego Vranjesa. 6 minut później niecelnie głową strzelał Gerson.

Po godzinie wreszcie groźniej zaatakowali gospodarze. W 66 minucie Śląsk powinien prowadzić 1:0. Robert Pich świetnym podaniem obsłużył swojego rodaka. Peter Grajciar, który w drugiej połowie zastąpił Mateusza Machaja, przegrał jednak w fatalnym stylu pojedynek z bramkarzem Lechii. Napór Śląska przyniósł upragniony efekt 11 minut później. Tym razem dośrodkowanie Picha trafiło do Flavio Paixao, a najskuteczniejszy gracz wrocławian w tym sezonie świetnym strzałem z woleja pokonał Łukasza Budziłka. Portugalczyk mógł rozstrzygnąć losy spotkania w 87 minucie, ale jego strzał głową obronił bramkarz gości.

Tym razem jednak niewykorzystana sytuacja nie zemściła się na drużynie Tadeusza Pawłowskiego. Śląsk dowiózł skromne zwycięstwo do końca i wrocławianie wciąż zachowują szanse na awans do europejskich pucharów.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Bramka: Flavio Paixao 77'

Śląsk: Mariusz Pawełek, Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Dudu Paraiba, Tom Hateley, (56' Krzysztof Danielewicz), Tomasz Hołota, Robert Pich, Mateusz Machaj (61' Peter Grajciar), Flavio Paixao, Marco Paixao.

Lechia: Łukasz Budziłek, Grzegorz Wojtkowiak, Rafał Janicki, Gerson, Piotr Grzelczak, Maciej Makuszewski (85' Filip Malbasić) Ariel Borysiuk, Daniel Łukasik (71' Mateusz Możdżeń), Bruno Nazario, Stojan Vranjes (80' Adam Buksa), Antonio Colak.

REKLAMA
Reklama