Frantisek Sisr wygrał kolarski wyścig Ronde van Drenthe

Robert Skrzyński, inf. prasowa | Utworzono: 2018-03-12 07:00 | Zmodyfikowano: 2018-03-12 07:00
A|A|A

fot. Twitter CCC Sprandi Polkowice

Frantisek Sisr odniósł pierwsze szosowe zwycięstwo dla ekipy CCC Sprandi Polkowice w sezonie 2018, triumfując w holenderskim wyścigu Ronde van Drenthe.

Uważam się za szybkiego kolarza, więc czekałem na sprint. Pod koniec rywale z ucieczki atakowali, a moim zadaniem było odpowiadać na ich akcje – opowiada Frantisek Sisr. – Czułem się dosyć pewnie na końcowych kilometrach, gdyż wiem, jakie są moje silne strony i potrafię wygrywać na finiszu. Zdawałem sobie też sprawę z tego, jak daleko jest peleton, więc mogłem spokojnie rozegrać końcówkę.

To był bardzo ciężki wyścig i na jego początku nie pedałowało mi się łatwo. Z czasem odnalazłem jednak swój rytm i zacząłem czuć się znacznie lepiej. Po zeszłorocznej 10.lokacie w Drenthe wiedziałem, że ten wyścig mi odpowiada i z optymizmem na niego czekałem.

To zwycięstwo jest bardzo istotne nie tylko dla mnie, ale dla całej ekipy CCC Sprandi Polkowice. Jest to pierwszy nasz triumf na szosie w sezonie 2018 i mam nadzieje, że otworzyłem w ten sposób „pomarańczowy worek” ze zwycięstwami - zakończył Sisr.

Wyścig rozpoczął się od licznych akcji i wielu prób uformowania odjazdu. Na początku odskoczyła grupka 11 zawodników, ale zostali stosunkowo wcześnie doścignięci. Kolejna ucieczka liczyła 3 zawodników i ci utrzymali się na czele nieco dłużej, ale też ostatecznie zostali skasowani ok. 120 km przed metą.

Kolarze CCC Sprandi Polkowice jechali uważnie w peletonie, starając się unikać kraks i utrzymywać bezpieczną pozycję w stawce. Nie było to łatwe zadanie, z uwagi na niebezpieczną, śliską i krętą trasę. Deszcz, odcinki brukowane, wąskie i utwardzane drogi sprawiły, że rywalizacja była nieprzewidywalna i trzeba było liczyć nie tylko na dobrą nogę, ale też odrobinę szczęścia.

Na usypanym sztucznie wzniesieniu pod Vamberg, który był pokonywany 4-krotnie, oderwała się dwójka Wesley Kreder i Jasper Bovenhuis, a później dołączyło do nich 4 kolejnych. Wśród nich był właśnie Frantisek Sisr. Po kolejnym przyspieszeniu z grupy zasadniczej, czołówka powiększyła się do 12 zawodników. Jak się okazało, był to decydujący moment wyścigu.

Prowadzący utrzymywali kilkudziesięciosekundową przewagę nad przerzedzonym peletonem. Ten nie był w stanie się zorganizować na tyle, by doścignąć uciekinierów. W samej końcówce dochodziło do licznych prób odjazdu z ucieczki, ale Frantisek Sisr zachował czujność i odpowiadał na każdy ruch rywali. O wszystkim zadecydował sprint, a w nim Czech wykorzystał w pełni swoje sprinterskie umiejętności. Rozpoczął finisz ok. 200m przed kreską i niezagrożony przekroczył linię mety.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama