Rozczarowujące ferie dla hotelarzy i przedsiębiorców. "Na pewno oczekiwania były większe"

To nie są najlepsze ferie w Karkonoszach, Górach Izerskich czy na ziemi kłodzkiej. Dobiega końca zimowy wypoczynek dzieci z Dolnego Śląska. Właściciele hoteli i pensjonatów narzekają na brak turystów. Tłumów nie było, a miejsca noclegowe można było zarezerwować z dnia na dzień:
- Ferie Dolnego Śląska to zawsze był taki okres, że mieliśmy prawie 100-procentowe obłożenie. W tym roku jest znacznie gorzej. Gdybyśmy jakąś średnią wyciągnęli za całe ferie, bardzo optymistycznie moglibyśmy powiedzieć, że mamy 50-procentowe średnie obłożenie - mówi Rafał Wróblewski, dyrektor jednego z hoteli w Świeradowie-Zdroju.
W regionie: Mieszkańcy Lubania odetchnęli z ulgą. Dawny kamieniołom Księginki nie stanie się składowiskiem odpadów
Dlaczego turyści rzadziej przyjeżdżali w dolnośląskie góry?
Na to złożyło się wiele czynników - najważniejszym jest śnieg, który był w całym kraju, tylko nie u nas:
- Zimą przyjeżdża się w góry na narty. Jeżeli narty, to mamy dwa elementy, które są niezbędne do tego – śnieg i infrastruktura. Drugie – sprawnie działające biura podróży wywożące Polaków na wczasy różnego rodzaju. Tych przyczyn nakładających się jest dużo, jednak główną jest brak spójnej, jednorodnej polityki turystycznej – mówi Grzegorz Sokoliński, prezes Karkonoskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej.
Jednym z powodów mogą być także wysokie ceny w kurortach. Choć noclegi można było już znaleźć od 100 złotych, to jednak za lepszy standard hotelu trzeba było zapłacić nawet kilka tysięcy złotych. Dlatego turyści coraz częściej wybierają wypoczynek za granicą. Podkreślają, że ceny są już porównywalne z ośrodkami w Alpach, gdzie panują znacznie lepsze warunki.
- Faktycznie tych ludzi jest mniej, na pewno oczekiwania były większe, spodziewaliśmy się większej frekwencji. W naszej ocenie tu są dwa powody. Pierwszy to dosyć długi okres świąteczny – tam ludzi faktyczne były rekordowe ilości. I druga rzecz – coś, po co ludzie przyjeżdżają w góry, czyli po śnieg i po mróz, dzisiaj jest czymś, co ich odstrasza – dodaje burmistrz Karpacza, Radosław Jęcek.
Polecamy: Pan Staszek przez 20 lat mieszkał na ulicach. Czy "nowe" jest możliwe? [REPORTAŻ]
Najwięcej przyjezdnych było przy stokach narciarskich
Niektóre obiekty na południu regionu sprzedały o 20-30% mniej noclegów niż w 2025 roku. Nie inaczej było w Srebrnej Górze. O tyle samo mniej jest turystów odwiedzających Twierdzę Srebrna Góra. Większe obłożenie jest w górach przy stacjach narciarskich. Jak tłumaczy Zdzisław Łazanowski z Podziemnego Miasta Osówka, dobre warunki na stokach oznaczają mniejszą liczbę turystów odwiedzających atrakcje:
– Mamy mniejsze zainteresowanie - za miesiąc styczeń to jest około 20%. To jest dosyć duży spadek w porównaniu z tamtym rokiem. Kiedy był śnieg, kiedy był mróz, to tych turystów w obiektach było mniej.
Najwięcej turystów jest w pobliżu stoków narciarskich, ale - jak powiedział Radiu Wrocław Grzegorz Głód ze stacji w Zieleńcu - narciarzy też jest mniej:
– Turystów jest troszeczkę mniej, ale ma to też swoje pozytywne aspekty. Łatwiejszy dojazd, brak problemów z parkowaniem, mniejsze kolejki do wyciągów. I też myślę, że poniekąd może się to przekładać w jakiś sposób na ceny zakwaterowania.
Przed nami jeszcze dwa tygodnie ferii. Od poniedziałku rozpoczną je dzieci z podkarpackiego, lubelskiego, wielkopolskiego, lubuskiego i śląskiego.
Sprawdź też: Turysta zgubił się w Karkonoszach w środku nocy. Akcja ratowników trwała kilka godzin
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

