Balast czy zysk? W Legnicy miasto sprzątają osoby z sądowymi wyrokami

Dwóch krewkich pracowników okłada się pięściami i obrzuca wyzwiskami, gdy tuż obok uczniowie szkoły podstawowej podziwiają uroki legnickiej palmiarni. Takie sytuacje miały miejsce jeszcze kilka lat temu, a to za sprawą nakazów pracy orzeczonych przed sądy. Przemodelowanie zasad pracy ze skazańcami w Legnickim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej wyklucza dziś podobne ekscesy. Teraz osoby skazane za agresywne zachowania w pierwszej kolejności kierowane są do prac przy odpadach. - Trudną grupą są również złodzieje złomu - mówi Robert Acedoński, szef LPGK:
- Został skazany za to, że dokonał przestępstwa na tym cmentarzu, a później odrabia u nas. I taki paradoks czasami zachodzi, że tutaj może pooglądać sobie, zrobić następne rozpoznanie terenu na tym cmentarzu - jeśli to jest taki przestępca, który będzie recydywistą. Nie wiemy. Nie możemy pozostawić tych pracowników bez nadzoru.
W Legnickim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w każdym miesiącu pracuje około 90 osób z nakazami sądowymi. Prezes firmy przyznaje, że w ciągu ostatniego roku tylko dwa razy zaproponował skazańcom etaty bez najmniejszych obaw o dalszą współpracę. Pracownicy LPGK wyliczyli, że zyski z pracy osób skazanych na prace społeczne niemal równoważą się z kosztami ich zatrudniania. Każdy skazany - nawet jeśli ma do odpracowania tylko 10 godzin - musi bowiem przejść szkolenie czy dostać odpowiedni ubiór. Pozytywem nie do oszacowania w złotówkach są natomiast przypadki resocjalizacji.
Nasz temat: "Wierzę swoim pracownikom" - dyrektorka WIOŚ o śledztwie w sprawie nieprawidłowości w kontrolach składowisk
Sprzątając miasto, posprzątał swoje życie. Zdarzają się historie jak z bajki
Ta historia tylko brzmi jak z bajki, ale właśnie się dzieje. Przez alkohol upadł nisko. Posuwał się nawet do przestępstw. Sąd dał mu szansę i zamiast do więzienia posłał do pracy przy sprzątaniu miasta w Legnickim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej. 26-letni Patryk skończył karę, ale... pozostaje w firmie na etacie i z satysfakcjonującą pensją. - Sprzątając po nieznajomych, wysprzątałem swoje życie. Również emocjonalne - mówi były "skazaniec":
- Było to trudne, bo wiadomo, nie każdy ma na tyle odwagi, żeby pójść - bo to też jest duży stres i wstyd - do tych osób, którym się wyrządziło krzywdę. Ale to też duży bagaż zdejmuje z człowieka - takie przeprosiny, przyznanie się do błędu. Także "kamień z serca" - dokładnie.
Patrykowi nie tylko udało się uporządkować swoje sumienie i relacje z wymiarem sprawiedliwości. Wraz z podpisaniem umowy o pracę dostał awans i przeniesienie do działu technicznego. Oprócz tego zmienił stan cywilny i wkrótce zostanie ojcem.
Przeczytaj też: Trwa walka o Pałac w Gorzanowie. Sąd zdecyduje, czy zabytek trafi w ręce dewelopera
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

