Rodzice z Przemkowa usłyszeli wyrok. Sąd skazał ich na bezwzględne więzienie

Zapadł wyrok w głośnej sprawie rodziców z Przemkowa. Marcin G. został skazany na 30 lat więzienia, a Monika M. na 1,5 roku pozbawienia wolności. Ponadto oboje przez 15 lat nie mogą kontaktować się ze starszym synem. Młodszy zmarł w maju 2024 roku po trzech miesiącach w szpitalu.
Sąd uznał oboje winnych znęcania się nad dziećmi. Po analizie materiału dowodowego zmienił jednak kwalifikację czynu i uznał, że zamiarem Marcina G. nie było zabójstwo 3-miesięcznego Piotrusia, który zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
- Do śmierci małoletniego doszło kilka miesięcy po tym zdarzeniu. Dlaczego sąd tutaj uznał, że nie ma mowy o zabójstwie? Mamy do czynienia z jednym uderzeniem. Mało tego - jak rodzice zorientowali się, że z dzieckiem zaczyna się coś dziać niepokojącego, wezwali pomoc medyczną. Zamiarem nie było spowodowanie śmierci - mówił sędzia Bartłomiej Treter.
W uzasadnieniu wyroku podkreślał też, że matka jest bezwolna i ma znaczne deficyty intelektualne. Sąd nie miał wątpliwości, że Monika M. brała udział w znęcaniu i narażaniu dzieci. Równocześnie jednak uznał, że choć nieporadnie, to opiekowała się dziećmi. Wskazywał, że są dowody na to, że dzieci były objęte opieką lekarską, a jej zachowania wobec dzieci mogą wynikać właśnie z jej sprawności intelektualnej. Matka chłopców w przeciwieństwie do ojca pojawiła się na ogłoszeniu wyroku:
- Bardzo mi przykro, że się tak stało i że nie mogę mieć syna koło siebie. On go uderzył, nie ja. Ja jestem niewinna, a muszę iść do więzienia na rok i sześć miesięcy. Tęsknię za dziećmi.
Wyrok jest nieprawomocny - będzie apelacja. Prokuratura nie jest zadowolona z wymierzonej kary, zwłaszcza wobec Moniki M. Obrońca też zapowiada apelację - nie zgadza się z opinią biegłych, że Marcin G. jest poczytalny. Wskazuje, że stwierdzono u niego schizofrenię i nie powinien odpowiadać karnie za ten czyn.
Koszmar Piotrusia i Filipa trwał przez wiele miesięcy
Szczegóły ujawnione wcześniej przez prokuraturę są wstrząsające. Pod koniec lutego 2024 roku Piotruś został uderzony przez ojca w głowę tak mocno, że doszło do złamania obu kości ciemieniowych czaszki, czego efektem było zatrzymanie oddechu i krążenia.
Rodziców zatrzymano i postawiono im zarzuty. W toku śledztwa ujawniono, że również 1,5-roczny Filip doznawał licznych krzywd ze strony rodziców. Koszmar chłopców trwał przez wiele miesięcy - to między innymi krzyczenie, popychanie, uderzanie dłonią i pięścią po głowie i plecach, kopanie w tułów, a także rzucanie o łóżko, jak też wielokrotne pozostawianie dzieci bez opieki.
Chłopcy po zatrzymaniu rodziców trafili do pieczy zastępczej. Niestety, Piotruś zmarł 20 maja 2024 roku po trzech miesiącach walki o jego życie w szpitalu. Opinie biegłych potwierdziły z kolei, że starszy Filip w wyniku obrażeń, jakich doznawał na przestrzeni miesięcy znęcania, zapadł na ciężką, długotrwałą chorobę. Ze względu na urazy już zawsze będzie potrzebował pomocy asystenta.
Proces rodziców z Przemkowa budzi wiele kontrowersji
Proces budzi kontrowersje nie tylko ze względu na dramat dzieci. Oskarżeni nie są do końca sprawni intelektualnie - między innymi dlatego obrońcy domagali się uniewinnienia matki i najniższej możliwej kary dla ojca. Prokurator z kolei chciał dożywocia dla Marcina G. i 12 lat więzienia dla Moniki M.
Marcin G. w 2003 roku - jako 18-latek - zamordował swoją matkę. Został wtedy uznany za niepoczytalnego i trafił na leczenie. Z kolei Monika M. - zdaniem obrony - ze względu na dysfunkcje umysłowe jest bezwolna i nigdy nie potrafiła się przeciwstawić swojemu partnerowi.
W lipcu 2025 roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w sprawie maltretowania dzieci - byli to kuratorzy, pracownicy socjalni i policjanci. Śledczy sprawdzali, czy śmierci Piotrusia można było zapobiec, gdyby służby odpowiednio wcześnie zareagowały na akty znęcania się nad dziećmi w tej rodzinie. Ostatecznie uznali, że działanie funkcjonariuszy publicznych mieściło się w granicach udzielonych im uprawnień.
Przeczytaj też: Znęcanie, przemoc i próba samobójcza. Rusza proces wychowawców z Jerzmanic-Zdroju
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

