Dwulatka tygodniami umierała w męczarniach. Sąd apelacyjny wypuścił na wolność rodziców podejrzanych o znęcanie - Radio Wrocław

Dwulatka tygodniami umierała w męczarniach. Sąd apelacyjny wypuścił na wolność rodziców podejrzanych o znęcanie

Beata Makowska
Beata Makowska
| Dwa tygodnie temu, 2026-05-20, 06:00
Dwulatka tygodniami umierała w męczarniach. Sąd apelacyjny wypuścił na wolność rodziców podejrzanych o znęcanie - Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zwolnił z aresztu rodziców podejrzanych o znęcanie ze skutkiem śmiertelnym
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zwolnił z aresztu rodziców podejrzanych o znęcanie ze skutkiem śmiertelnym
fot. RW/Canva

Maleńka Anula (imię zmienione przez red.) nie miała jeszcze nawet dwóch lat. W swoim króciutkim życiu zaznała prawdziwego piekła. I to od osób, które były jej najbliższe. Zamiast bezwarunkowej rodzicielskiej miłości, okrucieństwo. Przemoc psychiczna i fizyczna, brak reakcji na dolegliwości bólowe, skrajne zaniedbanie dziecka, brak zainteresowania jej zdrowiem, niezapewnienie dostępu do odpowiedniej opieki - to tylko cześć zarzutów wobec rodziców dwulatki, która po długiej walce zmarła w szpitalu na sepsę. Ta z kolei była efektem obrażeń, jakich dziewczynka, jak ustalili wrocławscy śledczy, doznała w wyniku znęcania.

Szczegóły sprawy, do których dotarło Radio Wrocław, są przerażające. U dziecka stwierdzono: czyraki, ropnie, obrzęki, łuszczącą się skórę, zmiany martwicze, otwartą ranę w pachwinie, grzybicę, odwodnienie, a także tachykardię i skrajną anemię wymagającą pilnej transfuzji. Zdaniem śledczych, to rodzice mieli stać za tymi obrażeniami. Skrajnie wyczerpana, niespełna dwuletnia Anula trafiła do szpitala w styczniu. Lekarze widząc obrażenia dziecka od razu powiadomili służby.

Skrajne okrucieństwo doprowadziło do śmierci dwulatki

Stan, w jakim dziecko trafiło do lekarzy wskazywał wyraźnie, że mają do czynienia nie z wyniszczającą chorobą, a z koszmarnym zaniedbaniem. Jak opowiada prokurator Damian Pownuk, rzecznik Prokuratury Oręgowej we Wrocławiu, wręcz ze skrajnym higienicznym zapuszczeniem, niedożywieniem, odwodnieniem, a także biciem i zastraszaniem.

- Uderzanie, krzyczenie na nią, skrajne jej zaniedbanie, niezapewnienie dostępu do odpowiedniej opieki medycznej i leczenia, brak zachowania elementarnej higieny u małoletni, zbagatelizowanie przewlekłego procesu chorobowego, brak zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, biologicznych i psychicznych, skutkujących u dziecka zmianami rumieniowatymi, czyrakami, ropniami, obrzękiem, łuszczącą się skórą oraz dalszymi obrażeniami, które w efekcie doprowadziły do zgonu - wymienia prokurator.

Przeczytaj: Co wydarzyło się w Lubinie? Prokuratura ujawnia drastyczne szczegóły strzelaniny

Śledczy nie mieli wątpliwości, kto doprowadził dziecko do takiego stanu. Rodzice, Bohdana i Iwan Y., pochodzący z Ukrainy usłyszeli zarzuty doprowadzenia dziecka do skrajnego zaniedbania, znęcania psychicznego i fizycznego, a jak pokazało śledztwo w ten sam sposób rodzice odnosili się również do starszej, 5-letniej córki. Zarzuty były na tyle poważne, że śledczy zawnioskowali o trzymiesięczny areszt.

Anula walczyła o życie przez prawie 3 miesiące. Zmarła 12 kwietnia w szpitalu. Okazało się, że będzie konieczna zmiana zarzutów na spowodowanie ciężkiego uszczerbku ze skutkiem śmiertelnym (156 kk), za co podejrzanym grozi dożywotnie więzienie. Ich 5-letnia córka trafiła do rodziny zastępczej. Termin tymczasowego aresztu mijał w maju i standardowo jak w takim przypadku, śledczy zawnioskowali o jego przedłużenie o kolejne 3 miesiące. Sąd Okręgowy we Wrocławiu przychylił się do tego wniosku, jednak decyzja została zaskarżona do wyższej instancji. I tu pojawiają się kontrowersje prawne w całej tej sprawie.

Rodzice podejrzani o znęcanie wyszli na wolność

Wrocławski sąd apelacyjny zadecydował, że areszt nie jest konieczny. - I nie zadbano o zabezpieczenie śledztwa - mówi prokurator Damian Pownuk. - W momencie rozpoznawania przez sąd tego zażalenia, sąd wiedział już o tym, że będzie zachodziła konieczność zmiany zarzutu i że w tym momencie mamy już do czynienia z przestępstwem, które zagrożone jest karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności - podkreśla Pownuk.

Jak powiedziała nam sędzia Agata Regulska, rzecznik prasowa wrocławskiego sądu apelacyjnego, dalszy areszt tych osób nie był potrzebny.

- To było przedłużenie tymczasowego aresztowania i sąd uznał, że nie ma już takich zagrożeń, aby podejrzani destabilizowali właśnie śledztwo - uzasadnia tę decyzję.

Pownuk podkreśla jednak, że małżeństwo nie miało stałego miejsca zamieszkania, a para nie ukrywała też, że pobyt w Polsce uznają za tymczasowy i planują jechać dalej na zachód, więc zachodziło duże prawdopodobieństwo, że po zwolnieniu z aresztu mogą unikać wymiaru sprawiedliwości. Zdaniem Agaty Regulskiej, nie zastosowano żadnych innych środków wolnościowych mogących zabezpieczyć śledztwo, bo to leży w gestii prokuratury.

- Sąd nie musiał stosować innych środków, bo w inny sposób prokurator może sobie zabezpieczyć to postępowanie, czyli może zastosować zakaz opuszczania kraju, dozór policji, zatrzymać paszporty podejrzanym - wymienia Regulska.

Zamiast aresztu dozór policji i zakaz opuszczania kraju

Prokuratura, dobę po wyjściu Bohdany i Iwana Y. z aresztu ponownie doprowadziła ich na przesłuchanie i zastosowała wobec nich wszystkie możliwe środki wolnościowe, które zabezpieczą dochodzenie. Zostały im zabrane paszporty, mają zakaz opuszczania kraju, muszą stawiać się na posterunku policji i na każde wezwanie śledczych, a przede wszystkim mają zakaz kontaktowania się ze sobą i ze starszą córką.

Decyzja sądu apelacyjnego budzi jednak wątpliwości, czy doba, którą małżeństwo spędziło razem po wyjściu z aresztu może wpłynąć na śledztwo. Podejrzani mogli uzgadniać wersję zdarzeń, którą będą się bronić podczas śledztwa i procesu. Odstąpienie od aresztu generuje ryzyko, że przez decyzję sądu unikną odpowiedzialności za to, co wyrządzili swojemu dziecku. Do sprawy będziemy wracać, bo jak ustaliło Radio Wrocław, to nie jedyna decyzja sądu apelacyjnego z ostatniego czasu, co do której pojawia się mnóstwo wątpliwości.

Posłuchaj rozmowy z Sędzią Agatą Regulską, rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu:

1.0x
00:00
00:00

Posłuchaj całej rozmowy z prokuratorem Damianem Pownukiem, rzecznikiem Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu:

1.0x
00:00
00:00

Czytaj także: "Przecież państwa tu nikt nie zapraszał". To miał usłyszeć nasz słuchacz po kilku godzinach na SOR


Komentarze (8)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Prawda 2026-05-20 13:33:43 z adresu IP: (2a02:a318:40e9:6d80:6d56:x:x:x)
W sądach i prokuraturach pracują ludzie poustawiani przez polityczną mafię, która budowała się przez 8 lat. Oni mają wyprane mózgi, wyprane wartości i wyprane zasady. Ci ludzie nie są od chronienia obywateli tylko od chronienia mafi politycznej PiSu.
~wowka54r. 2026-05-20 14:00:42 z adresu IP: (188.33.xxx.xxx)
Sorry poszedłeś po bandzie używając słowa pracują! Pobierają wynagrodzenie.
~tutejszy 2026-05-20 13:23:18 z adresu IP: (2a09:bac1:5be0:d60::x:x:x)
Tak wygląda w praktyce postępowa realizacja leszczynowych " wytycznych"
~wowka54r. 2026-05-20 12:44:28 z adresu IP: (188.33.xxx.xxx)
Wierzyć się nie chce! Sądowy zakaz opuszczania kraju jest tyle wart co sądowy zakaz prowadzenia pojazdów! Ci banderowcy są już w Niemczech. Czyżby nową zwrotkę do hymnu czas dopisać. Zaczynam dwie pierwsze linijki: Dał nam przykład Zbychu Ziobro/ Jak śpi...ć mamy!
~Marta 2026-05-20 10:32:23 z adresu IP: (37.120.xxx.xxx)
Sąd to ludzie - więc mam pytanie - jaki imiennie sędzia wypuścił tych ukraińców na wolność? Czy redakcja może opublikować dane tego sędziego? w końcu to wykonywanie władzy publicznej, a tego nie robi się przecież w konspiracji, prawda...?
~red 2026-05-20 11:01:54 z adresu IP: (178.218.xxx.xxx)
Temat jest rozwojowy. Proszę śledzić nasze publikacje na ten temat
~janek 2026-05-20 06:52:45 z adresu IP: (31.60.xxx.xxx)
K.S w lochu głodowym to za mało
~Wert 2026-05-20 06:26:19 z adresu IP: (37.248.xxx.xxx)
To dobrze że sądy stają po stronie słabszych