Zaatakował 9 pracowników i zdemolował SOR w Legnicy. 31-latek uniknie kary

Jak informowaliśmy w Radiu Wrocław, 28 lutego agresywny pacjent zaatakował personel medyczny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy podczas próby wykonania badań. 31-latek do szpitala trafił po tym, jak zaniepokojeni jego zachowaniem mieszkańcy wezwali patrol policji. Mężczyzna najpierw krążył samochodem wokół stacji paliw, a następnie udał się w kierunku centrum Legnicy.
Funkcjonariusze stwierdzili, że mężczyzna jest zdezorientowany. Poprosił policjantów o pomoc. Był nienaturalnie pobudzony, przejawiał objawy lęku, strachu i nieufności wobec funkcjonariuszy. Z uwagi na pobudzenie i obawę podjęcia zachowań autoagresywnych policjanci założyli mu kajdanki. Mężczyzna oczekiwał z policjantami w radiowozie na karetkę. Po przyjeździe ratowników nie stosował się do poleceń. Kopnął w drzwi radiowozu, próbował się wyrwać. Mówił, że zostanie mu wyrządzona krzywda. Policjanci doprowadzili Pawła M. do karetki, a ta zabrała go do szpitala w Legnicy, gdzie został przyjęty do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
POLECAMY: Terapia CAR-T może być ostatnią szansą dla 19-letniego Piotra. NFZ za nią nie zapłaci, mimo że jest objęta refundacją
W szpitalu stwierdzono w jego krwi obecność substancji psychotropowych w postaci metamfetaminy, amfetaminy, metadonu oraz extasy. Na oddziale zapięto go w pasy bezpieczeństwa. Oczekiwano na konsultację oraz badanie tomografii komputerowej. W godzinach nocnych Pawła M. zawieziono na badanie TK, do którego niezbędne było zdjęcie pasów bezpieczeństwa. Po ich rozpięciu podejrzany początkowo nie przejawiał form agresji, niemniej nie współpracował z personelem. Następnie w czasie próby przemieszczenia go na łóżko do badań zszedł z niego i zaczął wymachiwać rękoma i krzyczeć udając się w kierunku drzwi wejściowych. Chciał uciec. Odepchnął technika radiologii, powodując u kobiety uraz łokcia.
Po wyjściu z sali przemieszczał się po korytarzu w kierunku sali TRIAGE. Miał na rękach pasy z klamrami. W sali tej czworo ratowników medycznych, dwie pielęgniarki, lekarz oraz pracownik ochrony, podjęli próby obezwładnienia 31-latka, w trakcie których podejrzany wyrywał się, odpychał, uderzał rękoma i kopał.
- Podejrzany zadał pokrzywdzonym obrażenia powodujące urazy w postaci stłuczenia klatki piersiowej, urazu kończyn dolnych i górnych, urazu głowy, otarć naskórka, stłuczeń i siniaków oraz zadrapań, naruszając czynności narządów ciała ośmiorga pokrzywdzonych na czas nie dłuższy niż 7 dni - wyjaśnia Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. - Jedynie u pracownika ochrony ww., na skutek uderzenia w okolice głowy i kończyn spowodował obrażenia ciała w postaci złamania kości dłoni, co spowodowało naruszenie czynności narządów ciała pokrzywdzonego na czas powyżej 7 dni - dodaje.
Ostatecznie Paweł M. został obezwładniony, podano mu leki uspokajające i umieszczono na łóżku, a następnie przewieziono do szpitala psychiatrycznego, gdzie został przyjęty bez swojej zgody, ze względu na stwarzanie zagrożenia dla siebie i innych osób.
Mężczyzna został skierowany na obserwację psychiatryczną. - Biegli stwierdzili, iż Paweł M. nie jest chory psychicznie w rozumieniu przewlekłego, endogennego procesu chorobowego z kręgu psychiatrii oraz nie jest upośledzony umysłowo. Rozpoznano jednak u ww. w krytycznym czasie ostry epizod psychotyczny o charakterze paranoidalnym związany z użyciem środków psychoaktywnych, co dodatkowo zostało potwierdzone jego hospitalizacją psychiatryczną bezpośrednio po opisanych zachowaniach - informuje Łukasiewicz.
Jak poinformowała prokuratura, w opinii biegłych Paweł M. miał zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia zarzuconych mu czynów i pokierowania swoim postępowaniem, to znaczy, że był niepoczytalny w chwili popełnienia czynu.
- Prokurator skierował do sądu wniosek o umorzenie postępowania, wnosząc jednocześnie o zastosowanie wobec podejrzanego Pawła M. środka zabezpieczającego w postaci skierowania go na terapię uzależnień w warunkach stacjonarnych oraz o orzeczenie tytułem środka zabezpieczającego zakazu kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zakazu zbliżania się do nich na odległość mniejszą niż 100 metrów - wyjaśnia Liliana Łukasiewicz.
Czytaj także: Kłótnia o niemiecki napis na moście Grunwaldzkim. Miasto i konserwator zabytków... umywają ręce
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

